Relacja rodzica z pobytu w Island Dolphin Care

Poniżej, publikuję artykuł Magdaleny Lesiak, mamy 3-letniego Huberta, który we wrześniu 2007 r. brał udział w delfinoterapii, w IDC na Florydzie. Tym samym, bardzo dziękując jej za poświęcony czas i za to, że zgodziła się napisać o swoich emocjach, opisując całą historię od początku do końca.

Zaczynałam już kilka razy pisać i nie bardzo wiem jak zacząć. Może wiec zacznę od początku…

Nazywam się Magdalena Lesiak, mój syn ma niespełna 3 latka, jest dzieckiem niepełnosprawnym, nie jest jednak do końca diagnozowany ponieważ badania wychodzą mu dobrze. Lekarze jednak „przypinają” mu porażenie mózgowe czterokończynowe. Może źle to zabrzmi w stosunku do innych chorych dzieciaków, jednak mam nadzieje, że nie urażę tym nikogo, mój syn wygląda normalnie, nie widać po nim choroby. Nawet często lekarze pierwszego kontaktu nie widzą w nim niepełnosprawności-do momentu kiedy zapytają „dlaczego on nie chodzi…” i tak dalej. Tak wiec Hubert nie chodzi, nie siedział ( ten właśnie wątek rozwinę w dalszej części), nie mówi, ma problemy z rączkami i kontaktem. Jednak nie o tym miałam pisać…

We wrześniu tego roku spędziliśmy trzy najpiękniejsze i przełomowe dla Huberta tygodnie w naszym wspólnym życiu! Spędziliśmy je oczywiście w Key Largo na Florydzie, na delfinoterapii. Dlaczego najpiękniejsze? Bo wspólne-rodzinne w ciepłym i kolorowym miejscu. Dlaczego przełomowe? Po pierwsze dlatego, że Hubert zaczął samodzielnie siadać!!! Po drugie, zaczął łapać lepszy kontakt z nami i całym otoczeniem. Po trzecie, nauczyliśmy się poprzez zabawę rozwijać nasze dziecko. Co uwierzcie mi, dla mnie było nowe, dziwne, nieznane. Być może dlatego, że pochodzę z małego miasteczka, nie miałam pojęcia o takiej formie terapii, która dla nas okazała się strzałem w dziesiątkę! Ale od początku…

O delfinoterapii dowiedziałam się na przełomie marca i kwietnia tego roku. Najpierw moją myśl przyciągnęły delfiny na Ukrainie. Jak zaczęłam dalej poszukiwać informacji na ten temat okazało się, że nie jest to takie łatwe dostać się na Ukrainę, ponieważ: nie chcą przyjmować polskich dzieci, a nawet polskich terapeutów!!!!!!! A jeśli w ogóle jest to możliwe, to trzeba liczyć się z ogromnymi kosztami, nie tylko związanymi z terapią. Poza tym jak się okazało, koszt 2 tygodniowej terapii na Ukrainie przekracza koszt 3 tygodniowej terapii w Stanach Zjednoczonych. Sama to sprawdziłam ( co nie jest trudne, wystarczy znaleźć w Internecie). Troszkę się podłamałam, bo wizja nas lecących do Stanów była raczej niewiarygodna. Bardzo chciałabym pomóc mojemu synkowi i jak każdy rodzic zrobię wszystko dla mojego dziecka, aby jak najbardziej usprawnić go i przygotować do samodzielnego życia, bo przecież kiedyś nas zabraknie… Dlatego nie poddałam się! Zaryzykowałam i napisałam maila do Island Dolphin Care w USA z zapytaniem o terminy. Nie czekałam długo na odpowiedź. Jak się okazało, odpisała do mnie Ania Kolan-Zwolińska (założycielka tej strony), która jako jedyna w Polsce ma największa wiedzę na ten temat. Oczywiście postanowiłam jak najszybciej spotkać się z Ania, aby porozmawiać. Aplikacja, którą trzeba wypełnić i odesłać do IDC wraz z krótkim filmem o dziecku okazała się dobrą okazją do spotkania, a Ania wspaniałą osobą z pasją i chęcią pomocy. Tak wiec zarezerwowaliśmy termin.

Oczywiście, zanim doszło do konkretów spotkało mnie wiele trudności. Największą było przekonanie mojego męża, że może nam się udać. PAMIĘTAJCIE: TRZEBA WIERZYC I DĄŻYĆ DO CELU!!! A na pewno się uda, nie wolno się poddawać, chociaż i ja miałam kilka takich chwil, gdzie chciałam się poddać. Nie ukrywam, że koszt tej terapii jest bardzo wysoki i to było największą przeszkodą.
Teraz wiem, o co chodziło mojemu mężowi i miał w tym wiele swoich racji, jednak żadne z nas nie żałuje tego wyjazdu. Za każdym razem kiedy patrzyłam na Hubcia po prostu wiedziałam ze musze spróbować i zawalczyć o jego dobro!

Dość szybko udało nam się założyć Hubciowi konto w fundacji „Zdążyć z Pomocą”. Rozpoczęliśmy poszukiwania sponsorów, co jest strasznie trudne. Wpłaty były, ale nadal bardzo dużo brakowało. Znaleźliśmy w końcu „sponsora”. Ale to nie koniec, najgorsze czekało na nas w Ambasadzie…Ponieważ mamy niewielkie dochody pan Ambasador robił nam wiele problemów z wydaniem wizy. Wyobraźcie sobie, że przeciętny Polak nie jest „godzien” wyjechać do USA ponieważ za mało zarabia (to jest moje zdanie). Wracając do tematu, na jednej wizycie się nie skończyło! Dostaliśmy od Ambasadora list, który umożliwiał nam wejście na teren Ambasady kiedy chcemy. Musieliśmy dostarczyć dokumenty stwierdzające, że mamy pieniądze na tak droga podroż i wszelkie inne, wskazujące, że faktycznie lecimy na terapię. Dodatkowo, musieliśmy mieć od lekarza zaświadczenie ze Hubert cierpi na mózgowe porażenie dziecięce. Tak wiec udaliśmy się do CZD w Warszawie, tam gdzie Hubcio jest leczony, i lekarz, oczywiście nam takie zaświadczenie wystawił. Powiedział nawet, że ma dzieciaki, które uczestniczyły w terapii z delfinami na Ukrainie i faktycznie jest poprawa. Wiec dla mnie to po prostu super. Lekarz-specjalista który w to wierzy!!!! Byłam tak szczęśliwa… obawiałam się jednak, że znowu się nie sprawdzi. Już tyle razy wierzyliśmy, próbowaliśmy i nic nie drgnęło w jego rozwoju. Tak wiec wróciliśmy do Ambasady z kompletem” papierków” które wymagał pan Ambasador (dodatkowo poprosiłam Clare z IDC aby przesłała faks do Ambasady USA w Polsce z potwierdzeniem ze faktycznie zapłaciliśmy i, że mamy terapię). Tym razem nie mogło się nie udać, pan Ambasador już nie miał do czego się przyczepić i wydal nam roczną wizę! Mieliśmy nadzieje, że dostaniemy na 5 lat ale dobre i to!

Pozostało nam się pakować… 30 sierpnia 2007 o godzinie 7.05 nasz samolot wystartował z Okęcia. Lot był spokojny, nawet fajny. Cała podróż trwała 12 godzin samego lotu, doliczając odprawy i wszystko inne, po 15 godzinach byliśmy w Miami! Pogoda cudna, słonko, gorąc, palmy, wszędzie mili, kulturalni, przyjaźni ludzie. Ponieważ był to czwartek, a terapie zaczynaliśmy w poniedziałek, mieliśmy czas na zaaklimatyzowanie się i zorientowanie w terenie.

3 września, o godzinie 8 rano stawiliśmy się w IDC. Najpierw wszystkie organizacyjne sprawy, zapoznanie się z całą ekipą, każdy dostał swoja teczkę z planem. I zaczynamy zajęcia! Pierwsze pływanie było ok, ponieważ Hubert uwielbia wodę, nie było problemu. Chyba większą frajdę ta woda na początku sprawiła niż delfin. Jednak po kilku dniach Hubcio zaczął zwracać uwagę na Fiji, z którym pływał. Fijji skakał dla niego, przynosił prezenty spod wody, całował i sprawił ze Hubcio się nim zainteresował! W drugim tygodniu naszego pobytu, nasz syn, w nocy o 1.30 samodzielnie usiadł!!!!! Oczywiście z brzuszka, tak jak dzieciaki zbierają się do raczkowania. Byłam w szoku! Mój mąż wziął kamerę i nagrywał poczynania naszego synusia, bo baliśmy się, że to taka chwilka, i minie… na szczęście okazało się, że ta chwilka nie minęła i nadal trwa, i rozwija się coraz bardziej! W chwili obecnej Hubcio złapał troszkę równowagi i potrafi utrzymać się na kolankach dłużej, coraz dłużej.

Mieliśmy okazje popływać razem, ja mój mąż, Hubcio i Deena. Jest to wspaniałe przeżycie. Hubciowi najbardziej podobało się właśnie takie pływanie, z mamusią i tatusiem. Jednak nie każdy ma taką możliwość. Nasza terapia to 2 tygodnie pływania z terapeuta i tydzień tzw. „natural swim”, czyli swobodne pływanie z delfinami, bez żadnych ćwiczeń. Na początku bałam się bardzo, woda jest głęboka i wielkie zwierzęta. Ale te wspaniale zwierzęta okazały się tak cudowne i życzliwe ze strach szybko zniknął. Najważniejsze, że Hubcio był szczęśliwy! Poza tym, Deena nauczyła nas, jak poprzez zabawę złapać kontakt z dzieckiem, pokazała nam ze Hubert lubi zabawki. Uwierzcie mi, że przed wylotem do Stanów, mój synek nie umiał bawić się zabawkami!!!
Miał ich wiele, ale nie chciał się nimi bawić. Zabawa z pianka do golenia, papranie się w czekoladzie i wiele innych zabaw, o których dowiedziałam się w IDC stosuje teraz w domu. Hubert uwielbia bawić się w piance do golenia! Poprzez to pracuje paluszkami i całą dłonią, która była zaciśnięta.

Wszyscy w IDC są mil i przyjaźni, szczególnie Deena, założycielka i właścicielka Island Dolphin Care. Jest bardzo szczerą i oddaną osobą. Chętnie służy pomocą, radą. Widać, że ją to interesuje i naprawdę chce pomóc. Niektórzy z was pomyślą, że tak jest, bo się słono za to płaci, ale wcale nie o to chodzi. Ona w swoim życiu wiele przeszła, jej syn, w tej chwili dorosły mężczyzna, tez jest chory. Ale walczyła o niego. Dzięki temu jest teraz w pełni sprawny. Deena naprawdę przejmuje się wszystkimi, każdemu chciałaby pomóc. Powiedziała mi kiedyś: „…ty się martwisz, czy Hubert będzie chodził i kiedy, a ja ile jeszcze mój syn będzie żył?!” Oczywiście, jak w wielu takich chwilach, łez nie zabrakło. Deena cieszyła się jak „matka”, jak jej powiedziałam, że Hubcio zaczął sam siadać. Spędzała z nim wiele czasu, chociaż był ciężkim pacjentem ona się nie poddawała. Mówiła, że nie wypuści mnie dopóki choć troszkę nie wpłynie pozytywnie na jego rozwój. I faktycznie, tak się stało! Za to będę jej zawsze wdzięczna. Kiedy przyszedł dzień pożegnania, już czułam, że będzie mi tego brakowało, jej słów otuchy, czekania na kolejne jutro-może znowu Hubcio zrobi jakiś postęp, tych wszystkich wspaniałych i chętnych pomocy ludzi! W Polsce bardzo sprawdza się powiedzenie : „ umiesz liczyć, licz na siebie!” W IDC każdy, w miarę swoich możliwości pomaga. Tego mi brakuje…

Podsumowując, pomimo wielu problemów przed wyjazdem i wielu po powrocie, nigdy nie będę żałowała tego wyjazdu!!! Postaram się bardzo, aby móc wrócić tam jak najszybciej.

Chciałabym podziękować Ani Kolan-Zwolińskiej, za udzielenie wszelkich informacji, udostępnienie zdjęć i za jej wspaniałe opowiadania o delfinach. Dziękuję również mojej siostrze Eli, która nigdy nie zwątpiła w to, że się uda, zawsze mnie wspierała. Podziękowania kieruję również do moich teściów, bez których nie byłby możliwy nasz wyjazd, może tajemniczo to zabrzmi…ale oni wiedzą dlaczego. I wreszcie mojej mamie, którą bardzo kocham i wiem, że tez w nas wierzyła, moim siostrom, rodzeństwu mojego męża, szczególnie Ani za to, że są zawsze z nami!

Za parę dni dostępna będzie strona Hubcia na której będą wszystkie zdjęcia, opisy od początku rehabilitacji i wszystko o nim. Jeśli ktoś będzie zainteresowany to zapraszamy: www.hubertlesiak.republika.pl.

Magdalena Lesiak

10 odpowiedzi do “Relacja rodzica z pobytu w Island Dolphin Care”

  1. Dzien dobry nazywam sie Violetta Wrzesniewska czytalam Pani list z przebiegu delfinoterapi w IDC ciesze sie ze mimo tylu trudnosci udalo sie Pani tam poleciec z Pani synkiem ,ale bardzo wazne ze sa po tej terapi efekty .Ja od dwunastu lat mieszkam na stele w niemczech moj syn jest autystyczny dzis ma jedenascie lat od trzeciego roku uczeszcza trzy razy w tygodniu na terapie do osrodka dla autystycznych dzieci bardzo duzo sie tam nauczyl przy wspolnym wysilku terapeutow i naszym .Ja po raz pierwszy o delfinoterapi dowiedzialam sie w 2003 roku i tez zaczelam zbierac inforamacje na ten temat , w roku 2005 polecielismy na nasza pierwsza delfinoterapie na Curacao dlaczego akurat na Curacao poniewaz mieszkajac na stele w niemczech pomalu dostosowalismy sie do zycia tu ,tu istnieje tez organizacja ktora nazywa sie dolphin aid e.V.ktora bardzo pomaga w zalatwieniu wszystkich formalnosci .Terapia na Curacao zostala zalozona przez Kristan Kuhnert ona tez miala chorego syna i po delfinoterapi na florydzie u Davida.E.Nathansona w Dolphin Human Therapy kiedy zobaczyla jakie jej dziecko robi postepy postanowila otworzyc taki osrodek na Curacao ,poznalam Kirsten osobiscie i wiem ze mimo iz tu w niemczech stara sie zebrac jak najwiecej pieniedzy dla jak naj wiekszej ilosci dzieci ma dle kazdego zawsze chwile czasu Na nasza pierwsza terapie lecielismy powiem bez wiekszego przekonania nasi terapeuci powiedzieli zebym nie oczekiwala cudu jednak juz na miejscu okazalo sie ze to miejsce jest po prostu cudne terapeuci bardzo mili i zyczliwi .Moj syn plakal wychodzac z wody chociaz tez mylse ze bardziej za byciem w wodzie niz za delfinem nimo ze przez dwa nastepne dwa tygodnie nie wiele sie zmienilo MIke plakal podczas wykonywania cwiczen i nie specjalnie interesowal sie delfinem po powrocie czekalam na jakas zniane w jego zachowaniu ok trzeciego miesiaca po powrodzie z terapi byl u nas z wizyta brat mojego meza moj syn podszedl do niego i chcial zeby wujek z nim poszedl ale bracia zajeci byli rozmowa wiec ja poszlam z nim tam gdzie chcial isc ,a on zaprowadzil mnie do lazienki i zrobil siku do toalety po raz pierwszy w zyciu choc wczesniej uczylam go tego dajac mu wszystko w zamnian zeby tylko sie nauczyl nigdy wczesniej sie to nie zdarzylo ,natychmiast przerwalam rozmowe braci zeby powiedziec co Mike zrobil od tego dnia minelo dwa lata mike nadal nosi pampersa na noc albo jesli jedziemy w podroz co jeszcze zmienilo sie po naszej pierwszej terapi to to ze Mike w wieku 8 lat zjadl swoje piwrwsze w zyciu jablko , banana dzis ja juz prawie wszystko to bardzo wielki sukces gdy dziecko jadlo przez pol roku tylko frytki na siedanie obiad i kolacje potem tylko bulki suche bez masla czy czegokolwiek w takiej samej kolejnosci .W listopadzie 2007 polecielismy na nasza druga delfinoterapie narazie czekam jeszcze na efekty ale kiedy widzialam jaki tym razem byl szczesliwy jak podczas tych dwuch tygodni sam szedl do pokoju w ktorym odbywala sie terapia przed wejsciem do wody kiedy dawal buzi delfinowi ile razy sie smial mysle ze on bardzo chetnie zostal by tam na stale .ja zreszta tez .Nsza trzecia i ostatnia delfinoterapie zaplanowalismy na maj 2008 ale po rozmowie z trenerem i terapeuta zmienilismy termni na listopad 2008 chcielibysmy ostatni raz polecic tam na trzy tygodnie .Zapomnialam jeszcze dodac ze nie tylko delfinoterapia kupilismy tez psa rasy labrador retrywa w ten sposob nie musimy jezdzic na dogoterapie to wspanialy przyjaciel nie tylko dla mojego dziecka Sara bo tak ma imie nasz pies odprowadza Mike codziennie do szkoly i kiedy on wraca czeka razem ze mna na niego, razem bawimy sie w przynoszenie pileczki razem chodzimy na spacery do lasu Mike nosi swoj tornister a Sara swoja smycz, wiem ze jeszcze bardzo duzo pracy przed nami .I choc czasem brak mi sil to kazdego dnia budze sie rano chetna do nowych wyzwan . Pozdrawiem serdecznie i zycze dalszych sukcesow Jestem czesto na tej stonie i ciesze sie ze dzieci z Polski maja Pania Anne Kolan-Zwolinska z ktora ja rowniesz ma kontakt

  2. Dzien dobry nazywam sie Violetta Wrzesniewska czytalam Pani list z przebiegu delfinoterapi w IDC ciesze sie ze mimo tylu trudnosci udalo sie Pani tam poleciec z Pani synkiem ,ale bardzo wazne ze sa po tej terapi efekty .Ja od dwunastu lat mieszkam na stele w niemczech moj syn jest autystyczny dzis ma jedenascie lat od trzeciego roku uczeszcza trzy razy w tygodniu na terapie do osrodka dla autystycznych dzieci bardzo duzo sie tam nauczyl przy wspolnym wysilku terapeutow i naszym .Ja po raz pierwszy o delfinoterapi dowiedzialam sie w 2003 roku i tez zaczelam zbierac inforamacje na ten temat , w roku 2005 polecielismy na nasza pierwsza delfinoterapie na Curacao dlaczego akurat na Curacao poniewaz mieszkajac na stele w niemczech pomalu dostosowalismy sie do zycia tu ,tu istnieje tez organizacja ktora nazywa sie dolphin aid e.V.ktora bardzo pomaga w zalatwieniu wszystkich formalnosci .Terapia na Curacao zostala zalozona przez Kristan Kuhnert ona tez miala chorego syna i po delfinoterapi na florydzie u Davida.E.Nathansona w Dolphin Human Therapy kiedy zobaczyla jakie jej dziecko robi postepy postanowila otworzyc taki osrodek na Curacao ,poznalam Kirsten osobiscie i wiem ze mimo iz tu w niemczech stara sie zebrac jak najwiecej pieniedzy dla jak naj wiekszej ilosci dzieci ma dle kazdego zawsze chwile czasu Na nasza pierwsza terapie lecielismy powiem bez wiekszego przekonania nasi terapeuci powiedzieli zebym nie oczekiwala cudu jednak juz na miejscu okazalo sie ze to miejsce jest po prostu cudne terapeuci bardzo mili i zyczliwi .Moj syn plakal wychodzac z wody chociaz tez mylse ze bardziej za byciem w wodzie niz za delfinem nimo ze przez dwa nastepne dwa tygodnie nie wiele sie zmienilo MIke plakal podczas wykonywania cwiczen i nie specjalnie interesowal sie delfinem po powrocie czekalam na jakas zniane w jego zachowaniu ok trzeciego miesiaca po powrodzie z terapi byl u nas z wizyta brat mojego meza moj syn podszedl do niego i chcial zeby wujek z nim poszedl ale bracia zajeci byli rozmowa wiec ja poszlam z nim tam gdzie chcial isc ,a on zaprowadzil mnie do lazienki i zrobil siku do toalety po raz pierwszy w zyciu choc wczesniej uczylam go tego dajac mu wszystko w zamnian zeby tylko sie nauczyl nigdy wczesniej sie to nie zdarzylo ,natychmiast przerwalam rozmowe braci zeby powiedziec co Mike zrobil od tego dnia minelo dwa lata mike nadal nosi pampersa na noc albo jesli jedziemy w podroz co jeszcze zmienilo sie po naszej pierwszej terapi to to ze Mike w wieku 8 lat zjadl swoje piwrwsze w zyciu jablko , banana dzis ja juz prawie wszystko to bardzo wielki sukces gdy dziecko jadlo przez pol roku tylko frytki na siedanie obiad i kolacje potem tylko bulki suche bez masla czy czegokolwiek w takiej samej kolejnosci .W listopadzie 2007 polecielismy na nasza druga delfinoterapie narazie czekam jeszcze na efekty ale kiedy widzialam jaki tym razem byl szczesliwy jak podczas tych dwuch tygodni sam szedl do pokoju w ktorym odbywala sie terapia przed wejsciem do wody kiedy dawal buzi delfinowi ile razy sie smial mysle ze on bardzo chetnie zostal by tam na stale .ja zreszta tez .Nsza trzecia i ostatnia delfinoterapie zaplanowalismy na maj 2008 ale po rozmowie z trenerem i terapeuta zmienilismy termni na listopad 2008 chcielibysmy ostatni raz polecic tam na trzy tygodnie .Zapomnialam jeszcze dodac ze nie tylko delfinoterapia kupilismy tez psa rasy labrador retrywa w ten sposob nie musimy jezdzic na dogoterapie to wspanialy przyjaciel nie tylko dla mojego dziecka Sara bo tak ma imie nasz pies odprowadza Mike codziennie do szkoly i kiedy on wraca czeka razem ze mna na niego, razem bawimy sie w przynoszenie pileczki razem chodzimy na spacery do lasu Mike nosi swoj tornister a Sara swoja smycz, wiem ze jeszcze bardzo duzo pracy przed nami .I choc czasem brak mi sil to kazdego dnia budze sie rano chetna do nowych wyzwan . Pozdrawiem serdecznie i zycze dalszych sukcesow Jestem czesto na tej stonie i ciesze sie ze dzieci z Polski maja Pania Anne Kolan-Zwolinska z ktora ja rowniesz ma kontakt

  3. Witam!

    Pani Wiolu dlaczego pisze pani ze trzecią ostatnią delfinoterapię?
    Bardzo się cieszę ze pani synek zrobil takie duże postępy! my też aktualnie uczymy się robić siusiu narazie na nocniczek. mam nadzieje ze nam się uda. Też czekam z utesknieniem na nasz wyjazd bo wiem ze znowu zmieni wiele…

    pozdrawiam

  4. Witam!

    Pani Wiolu dlaczego pisze pani ze trzecią ostatnią delfinoterapię?
    Bardzo się cieszę ze pani synek zrobil takie duże postępy! my też aktualnie uczymy się robić siusiu narazie na nocniczek. mam nadzieje ze nam się uda. Też czekam z utesknieniem na nasz wyjazd bo wiem ze znowu zmieni wiele…

    pozdrawiam

  5. Cześć Ewa!

    Na tej stronie jest mail do p. Ani wiec śmiało możesz wysłać do niej wiadomość.
    Mnie się wydaje, że raczej nie da się porozumieć bez znajomości języka, terapeuci pytają co dziecko lubi jak się w danych sytuacjach zachowuje. Zresztą jest masa pytań i odpowiedzi zarazem wiec znajomość języka jest prawie najważniejsza.

    pozdrawiam
    Magda

  6. Witam Pani Magdo
    Dlaczego trzecia i ostatnia, ostatnia mysle na curacao ale nie wiem jeszcze jak to sie skonczy byc moze bedziemy chcieli skozystac z innych osrodkow koszty terapi na curacao to ok 10 tys euro nie jast latwo sfinansowac taka terapie samemu .Niemcy to kraj o wielkim sercu zberaja rocznie bardzo duzo pieniedzy na cele dobroczynne ale zawsze dla kogos innego albo bardziej potrzabujacego .
    Czasem mysle ze nie powinnam nawet prosic jest tyle innych dzieci ktore moze bardziej potrzebuja pomocy i chociaz im pomoze tylko kosztowna operacja to efekt jest potwierdzony przez lekerzy u nas nikt nie potwierdzi ze poprawa nastapila po delfinoterapi zaden lekarz czy terapeuta Moj syn od kilu dni zaczol polykac swoja sline to dla mnie nie zrozumiale bo dla tego chodzil na lekcje z loogopedi nie bylo jednak po tym efektu teraz slysze jak on to robi i sama nie moge sie nadziwic ze on to potrafi
    Nie zawsze dostajemy to czego bysmy sobie zyczyli i nie jast wazne dlaczego jest lepiej wazne jest ze jest poprawa ze jest lapiej

  7. Witam,

    można skontaktować sie ze mną via e mail (podany na stronie) bądź telefonicznie (609 203 439).

    Co do znajomości języka i udziału w terapii, to jest on niezbędny. Nie musi, oczywiście Pani znać tego języka. Istotne jest, aby ktoś był tam z Wami, kto potrafi porozumiec się, zarówno podczas terapii jak i samej podrózy czy tez rozmowy z celnikiem na granicy amerykanskiej.

    pozdrawiam serdecznie

  8. Mam córkę Magdę z rozszczepem kręgosłupa, wodogłowiem i padaczką. Jeździ na wózeczku. Ma trudności z koordynacją ruchową, integracją sensoryczną , trudności manualne. Ma 10 lat. Czy terapia z delfinem miałaby pozytywny wpływ również na jej rozwój ? Proszę o informacje również o kosztach wyjazdu. Pozdrawiam. Justyna Zając

Dodaj komentarz