Wykład pt: „ADHD a kynoterapia”

23 kwietnia 2008 r. o godz. 19.00 odbędzie się spotkanie z Grażyną Jujką – Prezesem Fundacji Kynoterapeutycznej „Sekret Gai”. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do Lubonia k/Poznania, do Biblioteki Miejskiej, która mieści się przy ul. Żabikowskiej 42. Temat wykładu to „Zespół nadpobudliwości psychoruchowej a kynoterapia”.

Relacja rodzica z pobytu w Island Dolphin Care

Poniżej, publikuję artykuł Magdaleny Lesiak, mamy 3-letniego Huberta, który we wrześniu 2007 r. brał udział w delfinoterapii, w IDC na Florydzie. Tym samym, bardzo dziękując jej za poświęcony czas i za to, że zgodziła się napisać o swoich emocjach, opisując całą historię od początku do końca.

Zaczynałam już kilka razy pisać i nie bardzo wiem jak zacząć. Może wiec zacznę od początku…

Nazywam się Magdalena Lesiak, mój syn ma niespełna 3 latka, jest dzieckiem niepełnosprawnym, nie jest jednak do końca diagnozowany ponieważ badania wychodzą mu dobrze. Lekarze jednak „przypinają” mu porażenie mózgowe czterokończynowe. Może źle to zabrzmi w stosunku do innych chorych dzieciaków, jednak mam nadzieje, że nie urażę tym nikogo, mój syn wygląda normalnie, nie widać po nim choroby. Nawet często lekarze pierwszego kontaktu nie widzą w nim niepełnosprawności-do momentu kiedy zapytają „dlaczego on nie chodzi…” i tak dalej. Tak wiec Hubert nie chodzi, nie siedział ( ten właśnie wątek rozwinę w dalszej części), nie mówi, ma problemy z rączkami i kontaktem. Jednak nie o tym miałam pisać…

We wrześniu tego roku spędziliśmy trzy najpiękniejsze i przełomowe dla Huberta tygodnie w naszym wspólnym życiu! Spędziliśmy je oczywiście w Key Largo na Florydzie, na delfinoterapii. Dlaczego najpiękniejsze? Bo wspólne-rodzinne w ciepłym i kolorowym miejscu. Dlaczego przełomowe? Po pierwsze dlatego, że Hubert zaczął samodzielnie siadać!!! Po drugie, zaczął łapać lepszy kontakt z nami i całym otoczeniem. Po trzecie, nauczyliśmy się poprzez zabawę rozwijać nasze dziecko. Co uwierzcie mi, dla mnie było nowe, dziwne, nieznane. Być może dlatego, że pochodzę z małego miasteczka, nie miałam pojęcia o takiej formie terapii, która dla nas okazała się strzałem w dziesiątkę! Ale od początku…

O delfinoterapii dowiedziałam się na przełomie marca i kwietnia tego roku. Najpierw moją myśl przyciągnęły delfiny na Ukrainie. Jak zaczęłam dalej poszukiwać informacji na ten temat okazało się, że nie jest to takie łatwe dostać się na Ukrainę, ponieważ: nie chcą przyjmować polskich dzieci, a nawet polskich terapeutów!!!!!!! A jeśli w ogóle jest to możliwe, to trzeba liczyć się z ogromnymi kosztami, nie tylko związanymi z terapią. Poza tym jak się okazało, koszt 2 tygodniowej terapii na Ukrainie przekracza koszt 3 tygodniowej terapii w Stanach Zjednoczonych. Sama to sprawdziłam ( co nie jest trudne, wystarczy znaleźć w Internecie). Troszkę się podłamałam, bo wizja nas lecących do Stanów była raczej niewiarygodna. Bardzo chciałabym pomóc mojemu synkowi i jak każdy rodzic zrobię wszystko dla mojego dziecka, aby jak najbardziej usprawnić go i przygotować do samodzielnego życia, bo przecież kiedyś nas zabraknie… Dlatego nie poddałam się! Zaryzykowałam i napisałam maila do Island Dolphin Care w USA z zapytaniem o terminy. Nie czekałam długo na odpowiedź. Jak się okazało, odpisała do mnie Ania Kolan-Zwolińska (założycielka tej strony), która jako jedyna w Polsce ma największa wiedzę na ten temat. Oczywiście postanowiłam jak najszybciej spotkać się z Ania, aby porozmawiać. Aplikacja, którą trzeba wypełnić i odesłać do IDC wraz z krótkim filmem o dziecku okazała się dobrą okazją do spotkania, a Ania wspaniałą osobą z pasją i chęcią pomocy. Tak wiec zarezerwowaliśmy termin.

Oczywiście, zanim doszło do konkretów spotkało mnie wiele trudności. Największą było przekonanie mojego męża, że może nam się udać. PAMIĘTAJCIE: TRZEBA WIERZYC I DĄŻYĆ DO CELU!!! A na pewno się uda, nie wolno się poddawać, chociaż i ja miałam kilka takich chwil, gdzie chciałam się poddać. Nie ukrywam, że koszt tej terapii jest bardzo wysoki i to było największą przeszkodą.
Teraz wiem, o co chodziło mojemu mężowi i miał w tym wiele swoich racji, jednak żadne z nas nie żałuje tego wyjazdu. Za każdym razem kiedy patrzyłam na Hubcia po prostu wiedziałam ze musze spróbować i zawalczyć o jego dobro!

Dość szybko udało nam się założyć Hubciowi konto w fundacji „Zdążyć z Pomocą”. Rozpoczęliśmy poszukiwania sponsorów, co jest strasznie trudne. Wpłaty były, ale nadal bardzo dużo brakowało. Znaleźliśmy w końcu „sponsora”. Ale to nie koniec, najgorsze czekało na nas w Ambasadzie…Ponieważ mamy niewielkie dochody pan Ambasador robił nam wiele problemów z wydaniem wizy. Wyobraźcie sobie, że przeciętny Polak nie jest „godzien” wyjechać do USA ponieważ za mało zarabia (to jest moje zdanie). Wracając do tematu, na jednej wizycie się nie skończyło! Dostaliśmy od Ambasadora list, który umożliwiał nam wejście na teren Ambasady kiedy chcemy. Musieliśmy dostarczyć dokumenty stwierdzające, że mamy pieniądze na tak droga podroż i wszelkie inne, wskazujące, że faktycznie lecimy na terapię. Dodatkowo, musieliśmy mieć od lekarza zaświadczenie ze Hubert cierpi na mózgowe porażenie dziecięce. Tak wiec udaliśmy się do CZD w Warszawie, tam gdzie Hubcio jest leczony, i lekarz, oczywiście nam takie zaświadczenie wystawił. Powiedział nawet, że ma dzieciaki, które uczestniczyły w terapii z delfinami na Ukrainie i faktycznie jest poprawa. Wiec dla mnie to po prostu super. Lekarz-specjalista który w to wierzy!!!! Byłam tak szczęśliwa… obawiałam się jednak, że znowu się nie sprawdzi. Już tyle razy wierzyliśmy, próbowaliśmy i nic nie drgnęło w jego rozwoju. Tak wiec wróciliśmy do Ambasady z kompletem” papierków” które wymagał pan Ambasador (dodatkowo poprosiłam Clare z IDC aby przesłała faks do Ambasady USA w Polsce z potwierdzeniem ze faktycznie zapłaciliśmy i, że mamy terapię). Tym razem nie mogło się nie udać, pan Ambasador już nie miał do czego się przyczepić i wydal nam roczną wizę! Mieliśmy nadzieje, że dostaniemy na 5 lat ale dobre i to!

Pozostało nam się pakować… 30 sierpnia 2007 o godzinie 7.05 nasz samolot wystartował z Okęcia. Lot był spokojny, nawet fajny. Cała podróż trwała 12 godzin samego lotu, doliczając odprawy i wszystko inne, po 15 godzinach byliśmy w Miami! Pogoda cudna, słonko, gorąc, palmy, wszędzie mili, kulturalni, przyjaźni ludzie. Ponieważ był to czwartek, a terapie zaczynaliśmy w poniedziałek, mieliśmy czas na zaaklimatyzowanie się i zorientowanie w terenie.

3 września, o godzinie 8 rano stawiliśmy się w IDC. Najpierw wszystkie organizacyjne sprawy, zapoznanie się z całą ekipą, każdy dostał swoja teczkę z planem. I zaczynamy zajęcia! Pierwsze pływanie było ok, ponieważ Hubert uwielbia wodę, nie było problemu. Chyba większą frajdę ta woda na początku sprawiła niż delfin. Jednak po kilku dniach Hubcio zaczął zwracać uwagę na Fiji, z którym pływał. Fijji skakał dla niego, przynosił prezenty spod wody, całował i sprawił ze Hubcio się nim zainteresował! W drugim tygodniu naszego pobytu, nasz syn, w nocy o 1.30 samodzielnie usiadł!!!!! Oczywiście z brzuszka, tak jak dzieciaki zbierają się do raczkowania. Byłam w szoku! Mój mąż wziął kamerę i nagrywał poczynania naszego synusia, bo baliśmy się, że to taka chwilka, i minie… na szczęście okazało się, że ta chwilka nie minęła i nadal trwa, i rozwija się coraz bardziej! W chwili obecnej Hubcio złapał troszkę równowagi i potrafi utrzymać się na kolankach dłużej, coraz dłużej.

Mieliśmy okazje popływać razem, ja mój mąż, Hubcio i Deena. Jest to wspaniałe przeżycie. Hubciowi najbardziej podobało się właśnie takie pływanie, z mamusią i tatusiem. Jednak nie każdy ma taką możliwość. Nasza terapia to 2 tygodnie pływania z terapeuta i tydzień tzw. „natural swim”, czyli swobodne pływanie z delfinami, bez żadnych ćwiczeń. Na początku bałam się bardzo, woda jest głęboka i wielkie zwierzęta. Ale te wspaniale zwierzęta okazały się tak cudowne i życzliwe ze strach szybko zniknął. Najważniejsze, że Hubcio był szczęśliwy! Poza tym, Deena nauczyła nas, jak poprzez zabawę złapać kontakt z dzieckiem, pokazała nam ze Hubert lubi zabawki. Uwierzcie mi, że przed wylotem do Stanów, mój synek nie umiał bawić się zabawkami!!!
Miał ich wiele, ale nie chciał się nimi bawić. Zabawa z pianka do golenia, papranie się w czekoladzie i wiele innych zabaw, o których dowiedziałam się w IDC stosuje teraz w domu. Hubert uwielbia bawić się w piance do golenia! Poprzez to pracuje paluszkami i całą dłonią, która była zaciśnięta.

Wszyscy w IDC są mil i przyjaźni, szczególnie Deena, założycielka i właścicielka Island Dolphin Care. Jest bardzo szczerą i oddaną osobą. Chętnie służy pomocą, radą. Widać, że ją to interesuje i naprawdę chce pomóc. Niektórzy z was pomyślą, że tak jest, bo się słono za to płaci, ale wcale nie o to chodzi. Ona w swoim życiu wiele przeszła, jej syn, w tej chwili dorosły mężczyzna, tez jest chory. Ale walczyła o niego. Dzięki temu jest teraz w pełni sprawny. Deena naprawdę przejmuje się wszystkimi, każdemu chciałaby pomóc. Powiedziała mi kiedyś: „…ty się martwisz, czy Hubert będzie chodził i kiedy, a ja ile jeszcze mój syn będzie żył?!” Oczywiście, jak w wielu takich chwilach, łez nie zabrakło. Deena cieszyła się jak „matka”, jak jej powiedziałam, że Hubcio zaczął sam siadać. Spędzała z nim wiele czasu, chociaż był ciężkim pacjentem ona się nie poddawała. Mówiła, że nie wypuści mnie dopóki choć troszkę nie wpłynie pozytywnie na jego rozwój. I faktycznie, tak się stało! Za to będę jej zawsze wdzięczna. Kiedy przyszedł dzień pożegnania, już czułam, że będzie mi tego brakowało, jej słów otuchy, czekania na kolejne jutro-może znowu Hubcio zrobi jakiś postęp, tych wszystkich wspaniałych i chętnych pomocy ludzi! W Polsce bardzo sprawdza się powiedzenie : „ umiesz liczyć, licz na siebie!” W IDC każdy, w miarę swoich możliwości pomaga. Tego mi brakuje…

Podsumowując, pomimo wielu problemów przed wyjazdem i wielu po powrocie, nigdy nie będę żałowała tego wyjazdu!!! Postaram się bardzo, aby móc wrócić tam jak najszybciej.

Chciałabym podziękować Ani Kolan-Zwolińskiej, za udzielenie wszelkich informacji, udostępnienie zdjęć i za jej wspaniałe opowiadania o delfinach. Dziękuję również mojej siostrze Eli, która nigdy nie zwątpiła w to, że się uda, zawsze mnie wspierała. Podziękowania kieruję również do moich teściów, bez których nie byłby możliwy nasz wyjazd, może tajemniczo to zabrzmi…ale oni wiedzą dlaczego. I wreszcie mojej mamie, którą bardzo kocham i wiem, że tez w nas wierzyła, moim siostrom, rodzeństwu mojego męża, szczególnie Ani za to, że są zawsze z nami!

Za parę dni dostępna będzie strona Hubcia na której będą wszystkie zdjęcia, opisy od początku rehabilitacji i wszystko o nim. Jeśli ktoś będzie zainteresowany to zapraszamy: www.hubertlesiak.republika.pl.

Magdalena Lesiak

Autyzm

Autyzm to specyficzne zaburzenie rozwoju, wymagające specyficznego i indywidualnego podejścia. Są różne metody pracy z dzieckiem autystycznym: terapia behawioralna, integracja sensoryczna, T.E.A.C.H., animaloterapia i inne. Sposób pracy uzależniony jest oczywiście od danego podejścia. Wszystko zależy do jakiego ośrodka dziecko trafi i jaką metodą terapii się w nim pracuje. Czytaj dalej „Autyzm”

Artykuł w Onecie

Dziś, szukając nowych informacji, dotyczących ultradźwięków emitowanych przez delfiny, zupełnie przez przypadek znalazłam artykuł związany z powstającym w Polsce centrum delfinoterapii.

Chciałam umieścić tam swój komentarz, ale niestety, trzy razy go wysłałam i za każdym razem dostawałam maila zwrotnego z informacją, że został usunięty. Ostatnia odmowa była motywowana tym, że komentarz „zawiera uwagi skierowane do redakcji Onetu„. Szkoda, że nie można wypowiedzieć się otwarcie w sprawie, która jest bardzo istotna jeśli chodzi o powstanie w Polsce ośrodka, w którym ma pomagać się niepełnosprawnym dzieciom.

W artykule tym jest wiele nieścisłości oraz nieprawdy, poza tym chciałam pokazać swój punkt widzenia. Czytaj dalej „Artykuł w Onecie”

Delfiny w USA

Tego lata znów będę mogła czerpać przyjemność z przebywania w towarzystwie delfinów. Jadę pogłębiać swoją wiedzę i umiejętności wśród najlepszych profesjonalistów w dziedzinie terapii dzieci w towarzystwie delfinów (Dolphin Assisted Therapy, w skrócie DAT). Czytaj dalej „Delfiny w USA”

Dieta w autyzmie

Ostatnimi czasy wielu rodziców zasypuje mnie pytaniami, związanymi z zastosowaniem odpowiedniej diety dla swoich pociech. W związku z tym postanowiłam zebrać informacje z różnych źródeł i napisać tu krótki spis produktów, które mogą być pomocne przy ustalaniu menu dla danego dziecka. Oczywiście zalecam także kontakt i konsultację z lekarzem prowadzącym dane dziecko, który pomoże zweryfikować tę listę.
Wskazówki te dotyczyć mają w szczególności dzieci, które cierpią na autyzm, ale nie tylko. Czytaj dalej „Dieta w autyzmie”

O kursie Kynoterapii

W miniony weekend (16-18 lutego) w Poznaniu odbył się kurs „Wolontariusz Kynoterapii”, zorganizowany przez Polskie Towarzystwo Kynoterapeutyczne. Podczas wielu godzin miałam okazję poszerzać swoją wiedzę przy boku wspaniałej i doświadczonej kynoterapeutki Hani Wojciechowskiej.

Z ogromnej ilości informacji, która została przekazana, starałam się wyłapać dla siebie jak najwięcej przydatnych wiadomości, zarówno do pracy terapeutycznej jak i pracy w szkole. Bardzo zaciekawiła mnie kwestia doboru psa do terapii i szkolenia go w tym kierunku. Wiele również dowiedziałam się o sygnałach, które psy wysyłają do ludzi, a które często są przez nich niezauważone bądź nawet ignorowane. Może to wynikać z niewiedzy na temat zachowań psów i komunikacji niewerbalnej naszych czworonogów. Psy tak, jak ludzie komunikują się z otoczeniem za pomocą wielu niewerbalnych sygnałów i zachowań. Mają także różny temperament. Dlatego myślę, że warto poznawać te sygnały. Uważam, że każdy właściciel czworonoga (nie tylko psa terapeutycznego) powinien pogłębić swoją wiedzę w tej dziedzinie. Czasem niektóre sytuacje wywołują nieoczekiwane zachowania naszych pupili, to z kolei prowadzi do nieprzewidywalnych zachowań. Być może, gdyby ludzie potrafili lepiej odczytywać „mowę ciała” swoich psów, mogliby z większą skutecznością zapobiec niektórym problemom.

Ta tematyka skłoniła mnie do tego, aby w szkole, w której pracuję przeprowadzić dla uczniów cykl spotkań, mający na celu uświadomienie im w jaki sposób odczytywać „psią mowę” i w jaki sposób w związku z tym reagować. Myślę, że warto również przekazywać dzieciom wiedzę na temat pielęgnacji psa, dbałości o higienę i odpowiednie wychowanie psa, a także zachowania się w razie niebezpieczeństwa.

Z punktu widzenia terapii ważne jest rozróżnienie zajęć na trzy rodzaje. Każdy rodzaj kynoterapii pociąga za sobą odmienne oddziaływania terapeutyczne.

  • AAA (Animal Assisted Activity)
    Zajęcia są nastawione na bliski, spontaniczny kontakt z psem i na wyzwalanie pozytywnych emocji. Czas trwania terapii jest nieokreślony, nie prowadzi się notatek oraz nie ma wymogu współpracy ze specjalistą, prowadzącym dziecko. Często są to zajęcia grupowe. Głównym celem AAA jest podniesienie jakości życia poprzez wzrost motywacji do aktywności, dostarczanie radości i relaksację.
  • AAT (Animal Assisted Therapy)
    Podczas AAT kynoterapeuta współpracuje ze specjalistą. Prowadzi się bardzo dokładną dokumentację przebiegu terapii i jej efektów. Określony jest czas trwania zajęć (ok.45 min.) Najczęściej są to zajęcia indywidualne, podczas których stawia się nacisk na usprawnienie dziecka i rozwój w różnych sferach funkcjonowania. Najczęściej stosowana w przypadku zaburzeń sensorycznych, intelektualnych, ruchowych bądź sprzężonych. Jest to wspomaganie rehabilitacji, która często dla dziecka jest bolesna. Pies jest tu silnym „motywatorem” do wykonania trudnych czynności.
  • AAE (Animal Assisted Education)
    W przypadku AAE przede wszystkim kładzie się nacisk na nauczenie dziecka pewnych umiejętności, które nie rzadko są trudne i nudne. Pies, podobnie jak poprzednio pełni rolę „motywatora”, jest silnym bodźcem do wykonania czynności. Podobnie jak w AAT czas trwania terapii jest ściśle określony, prowadzi się także dokumentację. W zakresie AAE można wyróżnić dwa aspekty: wspomaganie procesów edukacyjno – wychowawczych oraz edukację kynologiczna. W pierwszym aspekcie kynoterapia polega na wspomaganiu procesu uczenia. Głównymi adresatami są dzieci, u których stwierdzono: ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytami uwagi), dysleksję, autyzm, niepełnosprawność psychoruchową, sensoryczną czy też Zespół Downa. Natomiast w drugim aspekcie chodzi o uświadomienie i nauczenie dziecka, jak zachować się w stosunku do psa, jakie mogą pojawić się zagrożenia wynikające z kontaktu z psem oraz jakie są zasady bezpiecznej koegzystencji z psem. Jednym słowem, działania te można nazwać prewencyjnymi.

To tylko część informacji, która została przekazana słuchaczom podczas kursu. Ogólnie rzecz ujmując kurs jest godny polecenia, z jedną małą uwagą. Myślę, że powinno być więcej zajęć praktycznych niż teoretycznych. Być może, gdyby kurs został podzielony na przynajmniej dwie grupy, na przykład mniej i bardziej zaawansowaną to problem ten automatycznie zostałby rozwiązany. W przypadku osób, którym dobrze znana jest specyfika różnych zaburzeń i określone postępowania z tym związane, więcej należałoby się skupić na ćwiczeniach praktycznych. Może w przyszłości, gdy pojawi się większa ilość kursantów będzie można łatwiej ten problem rozwiązać i zadowolić wszystkich. Polecam ten kurs i zachęcam do wdrażania w swoje działania terapeutyczne właśnie kynoterapii. Myślę, że dzieci, które na co dzień pracują i uczą się w towarzystwie zwierząt częściej się uśmiechają i mają więcej radości w swoim życiu. A czy to nie o to właśnie chodzi….?